we're all gonna blow

jak masz pieprzony monitor panoramiczny, to sobie wciśnij efjedenaście

poniedziałek, 16 listopada 2009

dorośnij wreszcie, mały chłopczyku,

wciąż zadajesz głupie pytania.

wtorek, 10 listopada 2009

bajka na dobranoc



Od jakiegoś czasu chciałem napisać taki króciutki i zwięzły tutorial na potrzeby klubu pyskowickiego Fotoamatora (oraz pewnej uroczej damy z aparatem, która robiła ogromne oczy jak jej w zeszłą sobotę próbowałem to prosto wytłumaczyć), ale nigdy nie miałem przyzwoitej ilości czasu. Albo przyzwoitej ilości chęci. Najprawdopodobniej to drugie, bo grzeję ostatnio dupsko zamiast porządnie brać się za jakąkolwiek robotę.
Od razu zaznaczam - nie próbuję się stawiać na pozycji jakiegoś tam autorytetu i udawać nauczyciela fotografii. Za krótki na to jestem i mam za słabe zdjęcia. Niemniej istnieje potrzeba społeczna, a blog rdzewieje. No to jadę.


ŚWIATŁO MODELUJĄCE (RYSUJĄCE)
(Przemek, poprawiaj od razu jak coś nie teges przyuważysz)

Będzie tylko o tym jednym, bo jest zdecydowanie najważniejsze.

Mała dygresja: niektórzy półbystrzy lingwiści w najnowszej literaturze (lansowanej ostro przez moje ulubione Fotopolis) nazywają je światłem kluczowym, co jest niewiele mówiącym tłumaczeniem z angielskiego key light. Półbystrym lingwistom mówimy dziś nie.

Portret będzie dobrze wyglądał bez kontry, cudnie wyświeconego tła i milionów warstw Photoshopa. Bez światła modelującego prawie nigdy.

1. Po co?

Nazwa w sumie mówi za siebie. Światło modelujące służy do tego, żeby modelować. Mamy zdjęcie - obraz płaski. Na tym płaskim obrazie chcemy przedstawić obiekt przestrzenny, w tym przypadku twarz/postać, a trik z patrzeniem parą oczu jednocześnie jak na złość nie chce działać. Trzeba wymyślić coś innego.

2. Jak?

Zacznijmy od niecałej prawdy, czyli trochę kłamstwa, którego będziemy się z początku kurczowo trzymać (to dla dobra sprawy, serio). Otóż światło modelujące jest najsilniejszym źródłem światła, jakie w danym momencie pada na postać. Cała reszta świateł spełnia inne role - wypełniające, efektowe itp., może kiedyś o nich też napiszę, jeśli potrzeba zaistnieje. Na razie wbijamy sobie do łba: najsilniejsze = modelujące.

Kombinujemy teraz, żeby tym modelującym wyrysować bryłę żeby wyglądała jak bryła. Pierwsze empiryczne doświadczenia z fleszem wbudowanym w aparat niejednego pewnie już przekonały o tym, że światło ustawione przy obiektywie, a więc świecące na wprost, zgodnie z osią obiektywu, nie daje rady. Jest płaskie i beznadziejne. Jeśli komuś się podoba, to może już wyjść z tej strony.
To samo dotyczy światła nie wbudowanego w aparat. Jeśli jest za plecami, to wiele dobrego nam nie zrobi.


dis iz bad!



Odsuwamy więc nasze źródło światła od osi obiektywu. W górę - daje nam paskudne cienie pod oczami. W dół - też nie jest ślicznie, chyba że kochamy estetykę wczesnych filmów o Draculi. Pozostaje w bok.



W miarę, jak światło przemieszcza się w prawo bądź w lewo, zaczynamy dostrzegać na twarzy naszego modela trzy zasadnicze stopnie jasności. Są to kolejno:

a) świetlna od strony źródła światła, która przechodzi w
b) półcień, a dalej
c) cień

Granice tych trzech stref są dość umowne, a ich wielkość zależy od stopnia rozproszenia światła, którym jednak chwilowo nie będziemy sobie zaprzątać głowy, bo nie o tym jest ten tekst. Przyjmijmy jedynie, że światło ostre = duża świetlna i cień, mały półcień, natomiast światło miękkie - dokładnie odwrotnie ;)

Lecimy więc w bok ze światłem modelującym, załóżmy że w prawo. Po prawej robi nam się świetlna po lewej cień. Precyzyjne ustawienie światła regulujemy najbardziej wyrazistą i wystającą bryłą na twarzy - nosem. Brzmi zabawnie, ale obserwowanie nosa da nam najlepszy podgląd na to, czy robimy to dobrze, czy źle, serio ;)

Kłopot w tym, że ten nasz cholerny nos rzuca wielki i smolisty cień na twarz, który rzadko kiedy wpływa korzystnie na cokolwiek. Nie będę się bawił w dyskusyjny tok poszukiwań i powiem wprost - najlepiej go załatwić przesuwając światło w górę, nasz cień od nosa robi się wtedy cienki i sierpowaty, skierowany nieco w dół, w stronę kącika ust. I to już jest fajne, należy tylko uważać na podstawowy błąd - światło ustawione zbyt wysoko spowoduje brzydki cień od brwi na oczach!

Doszliśmy tym sposobem do modelu oświetlenia, które Witold Dederko nazywa górno - bocznym bądź półgórnym (choć, jak sam twierdzi, ta druga nazwa jest niezbyt szczęśliwa).
Zasada jest prosta - im światło dalej od osi obiektywu, tym cień od nosa dłuższy a wszelkie kształty (łącznie z niedoskonałościami!) bardziej zaznaczone. W pewnym momencie, gdy cień od nosa złączy się z cieniem na policzku, otrzymamy bardzo charakterystyczny model oświetlenia zwany trójkątem Rembrandta.

Półbystrzy lingwiści potrafią to czasem nazwać "kluczowym trójkątem", ale o nich już swoje zdanie wyraziłem wcześniej.

Ostatnia uwaga zanim przejdę do konkretów - światłem modelującym przy portrecie en face i lekkich półprofilach sterujemy najdalej do osiągnięcia ułożenia prostopadłego z osią obiektywu. Przy kącie większym niż dziewięćdziesiąt stopni staje się ono kontrą, a o kontrze chcemy rozmawiać innym razem.




3. Tips & tricks, czyli jak to robią chłopaki na mieście.

Gadać można by jeszcze fpizdu i trochę, a i tak przeciętny odbiorca nigdy tego nie zastosuje, bo nic mu nie mówią żółte kuleczki i kreski na diagramie. Będą więc przykłady. Nie z Wielkich Mistrzów. Wielcy Mistrzowie mają to do siebie, że nieraz ciężko ich rozpracować i popełnia się przy tym głupie byki. Będą więc zdjęcia chłopaków z podwórka. Mam nadzieję że chłopaki mnie za to nie zlinczują.

Na początek najprostszy strzał na oklep:


fot. Bartłomiej Szczerek

Oświetlenie tak oczywiste, że głupio rozrysowywać.



Ustawienie słońca dość odpowiednie dla oświetlenia rembrandtowskiego, jednak modelka się nieco odwróciła w prawo i dostaliśmy "pół twarzy". Tyle.

Podobny numer zrobił (chyba) Przemek Jarosz tutaj:



z tym że jego światłem modelującym stał się reflektor (słońce jest kontrą, co demaskuje nasze przyjęte na początku kłamstwo, ale o tym KIEDY INDZIEJ!)


(tam miało być napisane "reflektor", ale mi się majtło)

Proste? Proste.

Światło modelujące może być czymkolwiek. Słońce i blenda to typowe przykłady dla fotografii plenerowej, ale przecież często chcemy zrobić zdjęcie w domu. Pomijam wszystkie źródła światła sztucznego jako oczywistą oczywistość. Jeśli idzie o źródła naturalne, to najfajniejsze jest okno. Poważnie, okna można zasłaniać, odsłaniać, zakładać na nie firanki, rolety i inne pro modyfikatory oświetlenia. Normalnie studio w domu, tylko chwilę pomyśleć.

Weźmy np. jeszcze raz zdjęcie Bartka:



Śliczny trójkąt Rembrandta, praktycznie tylko przy pomocy okna.




Zwróćcie uwagę na prostą rzecz. Obojętnie, co byłoby naszym źródłem światła modelującego, zawsze zamieszczamy je z dala od osi obiektywu, jednak nie dalej niż pod kątem prostym (znów niecała prawda, pamiętajmy jednak, że ciągle mówimy o en face i lekkim półprofilu). Lekko w górze, ale nie tak żeby rzucić cień na brwi. I tyle. Nie ma w tym nic więcej, a jednak przestrzeń manewru ogromna.

4. Na zakończenie

Jeśli popatrzeć na zdjęcia lansowane dzisiaj, to można spokojnie przyjąć, że wszystko co tu napisałem to bzdura. Można spokojnie zapomnieć o wszystkim i trzaskać po swojemu, póki się ludziom podoba (ostatecznie o to przecież chodzi). Niemniej wiem z doświadczenia, że takie uczenie się szkolnych zasad przełamuje zastój spowodowany brakiem pomysłów, zdjęcia wreszcie stają się trochę inne, trochę bardziej kontrolowane, trochę żywsze (tak Kasiu, to do Ciebie było).
Mnie osobiście pomaga każdy taki krok w tył, na chwilę do szkoły. Jakimś cudem moje zdjęcia dobrze na tym wychodzą.


Jeśli ktoś nie zrozumiał, co zostało tu napisane/ma wątpliwości/potrzebuje więcej przykładów, walić w komentarzach bez litości. Ewentualnie napisze się kontynuację tego wątku.

niedziela, 27 września 2009

power off

Dopada mnie obrzydliwa, jesienna niemoc. Miesiąc - dwa i będą dołki, czuję to w kościach. I ciuchy śmierdzące przepełnioną knajpą. I katowanie płyt Coltrane'a. Wiem, co roku o tej porze tak mówię. Czas zrobić se przerwę.

Wciąż brakuje mi głębokiego przekonania o celowości wszystkiego, za co się chwytam. I kobiety chyba też mi brakuje. Takiej, no. Swojej. Fuckin' kill me, z roku na rok coraz trudniej mi się do jakiejkolwiek przekonać.

czwartek, 17 września 2009

augenblick














środa, 16 września 2009

niefart

Do niedawna odsiew znajomości sieciowych był taki prosty. Wystarczyło w pierwszych trzech zdaniach wyłapać procent ortów i po sprawie.

Niestety, od paru lat podstępni programiści wprowadzają do softu słowniki ortograficzne. Teraz każdy debil świata może mnie oszukać i, psiakrew, muszę z nimi wszystkimi dłużej rozmawiać.


Żeby nie było, że dziś tylko biadolę - ostatnie zdjęcie z cyklu. Tym razem na taniej kodakowskiej taśmie za 5 PLN/rolka.
Z dedykacją dla Ghandiego - 800px w pionie :>


niedziela, 13 września 2009











wtorek, 1 września 2009

autumn water jam

















niedziela, 16 sierpnia 2009

Kuba says:

Wiesz, to idzie tak: kiedy zrobisz naturalną fotę krzyczą, że chujowa, że można było umalowac, że modelka mogła jakoś zagrać. A jak się starasz, modelka gra, tapeta z ryja odpada a twoich trzech kumpli prawie zwiało z blendami i alu folią, to ci piszą, że cudna naturalność.


środa, 12 sierpnia 2009

there's a new girl in town























piątek, 7 sierpnia 2009

augenblick







O mnie

Franz von Rosenberg
Nie jestem, chciałbym być. Romantykiem, skurwysynem, dobrym mężem, podróżnikiem-lekkoduchem, artystą, pragmatykiem, podrywaczem, indywidualistą, misjonarzem, wolontariuszem. Zależy od pory roku, pogody i tego co zjadłem na śniadanie. Wszystko to jest takie w chuj nieprawdziwe, albo wszystko naraz jest prawdą.
Wyświetl mój pełny profil